Małż mówi, że za dużo solę i niestety muszę przyznać mu rację – ilość soli w konsumowanych przeze mnie daniach bywa absolutnie karygodna. Na szczęście w kosmetykach pielęgnacyjnych sól nie podlega ograniczeniom zdrowotnym 🙂
Krótko mówiąc, sól to kolejny kosmetyczny składnik, który łykam bez mrugnięcia umalowanym okiem. Chętnie – choć nie tylko – ukryty w mazidłach z czarnych pudełeczek…

Poznajcie moją nową pielęgnacyjną miłość: Ocean Salt Facial Scrub, czyli gruboziarnisty ścierak do twarzy i ciała:

 

Dip dye effect 🙂

 

W akcji
Sól widoczna jest gołym okiem i jak najbardziej wyczuwalna na skórze. Z tego tytułu może niekoniecznie poleciłabym ten produkt wrażliwcom, sama dysponując cerą normalną / przesuszoną, która przyjmuje Ocean Salt z wdzięcznością.
Co to daje?
Jak to pilinżek – wygładzenie i oczyszczenie. Na doszukiwanie się właściwości pielęgnacyjnych stanowczo za wcześnie (tj. za krótko się znamy).
Jest jednak wartość dodana w postaci bezcennych wrażeń olfaktorycznych. Ocean Salt nie pachnie bowiem morzem, tylko… cytrusami! W dużej ilości, na kilogramy wręcz, a ja akurat cytrusowe zapachy uwielbiam. Dlatego też po niuchnięciu tego produktu w sklepie nie mogłam się mu oprzeć.
Nos prawdę Ci powie. Spójrzcie tylko na ingrediencje:
 Znacie jakiś inny kosmetyk mający w składzie Fresh Organic Lime Extracted in Vodka??? 😀
Summa summarum:
Kupujcie, a przepadniecie. Jak na limonkowe Mojito przystało, ja przepadłam z kretesem.
M.