Mam dzisiaj taki dzień, że po prostu OMG, niestety, niezupełnie w sensie pozytywnym… Mam teorię, że to wszystko przez brzydką pogodę, którą raczy nas w 3mieście sobota 😛 Nie tracąc nadziei, pakuję powoli manatki by jutro wybyć na tygodniowy wypoczynek za miasto 🙂 A Wam zostawiam lakier, nad którym warto chwilę podumać, ponieważ – jak już zdążyłam wspomnieć – it’s on the though side.

 Uważam tak, bo:

– ZA SZYBKO schnie. Tak, jest to możliwe i bardzo utrudnia malowanie. W zasadzie pierwsza warstwa jest zawsze “do kosza”, pardon, do pokrycia kolejnymi. Ile razy się nie starałam, zawsze na początek wychodzą mi znienawidzone farfocle…
– ciężko wyczuć, jaka ilość lakieru na pędzelku będzie właściwa. Podpowiem tyle, że musi to być nie za dużo i nie za mało 😛
– lakier wymaga nawierzchni niczym ta na niemieckiej autostradzie. Wszelkie nierówności płytki są straszliwie widoczne (dla wprawnych oczu widoczne na moich zdjęciach) i dokładanie warstw nic tu nie pomoże :/
– efekt holo jest znikomy, przynajmniej jak na moje oczekiwania. Najbardziej uwidacznia się w silnym dziennym świetle, jednak zarówno Galactic Grey jak i pozostałe kolory z kolekcji Hologlam są w przeważającej części ciemne i moim zdaniem dużo bardziej nadają się na sezon jesienno-zimowy (kiedy to z kolei mocnego słońca raczej brak :P). Bez nadmiaru światła Galactic Grey to taki zgaszony szaraczek, któremu czasem tęczowo błyśnie oko 😉

 

 

 

 

Czy warto, niech każdy odpowie sobie sam 🙂
Pe eS. Flash konkursy – jak ten z ostatniego postu – będą pojawiać się częściej, o różnych porach dnia. Tymczasem jeszcze raz gratuluję Pani Skeffington 🙂
Do napisania,
M.