Pamiętacie może jeden z moich bubli, solny peeling Perfecty? Cóż, jakiś czas temu odkryłam, że ma on cukrowego brata bliźniaka, który stoi po zupełnie przeciwnej stronie barykady. Oczywiście po doświadczeniach z solną maziają nie wpadłabym na to, żeby go kupić. Zrobiła to moja mama, a ja z ciekawości wsadziłam palucha do słoika i przepadłam 🙂

Nówka sztuka: peeling upakowany w… sama nie wiem, bobki? 😀

Dlaczego ten peeling jest lepszy niż jego poprzednik?
  • peelingowanie odwalają tu kryształki cukru, a nie jakieś badziewiaste zielone miękkie kuleczki (gwoli ścisłości, kuleczki są tutaj brązowe ;), w związku z czym ścieranie jest konkretne, choć niebolesne;
  • mimo tej samej galaretowatej konsystencji bazy, zupełnie inaczej działa na skórę. Otóż, pozostaje po nim lekko tłusty filmik – za każdym razem kiedy używam go pod prysznicem fascynują mnie osiadające na ciele kropelki wody 🙂 To z kolei sprawia, że tylko i wyłącznie po tym produkcie faktycznie czuję poprawę nawilżenia skóry bez używania balsamów czy innych mleczek.

Peeling cukrowy występuje w trzech odmianach zapachowych: marcepana i czekoladę macie na zdjęciach poniżej, jest jeszcze pomarańcza, która raczej nie jest w moim klimacie – aczkolwiek wybór zapachu to rzecz gustu.

 

Od razu mówię, że w hasła pt. ujędrnianie/wygładzanie itp. nie wierzę – dla mnie peeling ma peelingować, jeśli tak jest, to wykonuje swoje zadanie i me gusta 🙂 Tutaj mamy jeszcze poręczne (choć nieco tandetne) opakowanie w postaci plastikowego zakręcanego pojemnika, wydajność, dostępność i dobrą cenę (ok. 15 zł). W ubiegłym tygodniu za nową puszkę zapłaciłam w SuperPharmie punktami z karty, wydaje mi się, że ta promocja jeszcze trwa, więc zachęcam do zakupu – za który w ten sposób nie wydacie ani grosza 🙂

Polecam wypróbować 🙂

M.