W tym miesiącu mocno zaszalałam jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, nic nie zostało kupione przypadkiem, a wszystko wynikło z tego, że diametralnie zmieniły się moje preferencje makijażowe (starość nie radość, i w dodatku sieje spustoszenie w portfelu) – przechodzę na stronę rozświetlania twarzy i mocnych ust.  Dodałam do tego różne wiosenne/walentynkowe/jakiekolwiek

inne  promocje i złożyłam broń, stając się tym samym się bogatsza o następujące zabawki:

1. Paleta róży Gwen Stefani x Urban Decay
 

 

Dumałam nad Gwen i serduszkową paletką róży z TooFaced, jednak ostatecznie opinie zewnętrzne i własne doświadczenia z różem Sweetheart’s… przechyliły szalę na korzyść tej pierwszej, choć cena odstraszała. Niespodziewanie kod zniżkowy do sklepu Urban Decay (czyli ostatniego, gdzie byłam w stanie zamówić paletkę) znalazłam na… Instagramie. I lawina ruszyła. Paletę odebrałam w piątek i na razie jeszcze jej nie dotknęłam, ale na razie jest dobrze – bałam się, że bronzery będą zbyt pomarańczowe, na żywo jednak wyglądają ok.

 

2. Diorskin Nude Air Glowing Gardens, kol 002 Glowing Nude

 

Wyczytany z blogów, a jakże. Zniknął z drogeryjnych półek tak szybko, że na niektórych chyba się nawet nie pojawił 😉 Ja dopadłam tester podczas krótkiej wycieczki do Hamburga i tam to cudo nabyłam. Ma cudowną konsystencję i niesamowity kolor – zresztą do gustu przypadły mi oba, i miałam niemały dylemat, na który się zdecydować; ostatecznie padło na bardziej złoty Glowing Nude.

 

3. Foreo Luna Mini (w komplecie z miniaturkami produktów Foreo do mycia twarzy)

Wydawało mi się, że z biegiem lat moje wymagania co do produktów pielegnacyjnych rosną, ale w tym roku jak na razie trafiam na samych “błyskawicznych” ulubieńców. Nie inaczej jest z Foreo Luna – znamy się nieco ponad tydzień (choć na liście zakupów wisiała od dawna), ale już ją uwielbiam. Miniaturki preparatów do twarzy były miłym gratisem do zakupu, ale widoczny na zdjęciu żel na noc uważam za wyjątkowo udany i niewykluczone, że zaopatrzę się w pełnowymiarową flaszkę.  

4. Essence Longlasting Lipstick, kol. 02 All You Need Is Red (z fejsczartem!)

 

Wbrew temu, co pokazałam wyżej, rzadko sięgam po kolorówkę z tak wysokiej półki jak Dior; jeśli coś jest dobre na poziomie Essence w zupełności mi wystarcza. Szminkę kupiłam przypadkiem, w celu nakładania jej pod oczy (jeśli nie słyszałyście o tym triku, gorąco polecam film Red Lipstick Monster), po czym uznałam, że skoro już jest to czemu nie nałożyć jej jak producent przykazał? Nosiłam trzy bite dni z rzędu i z ręką na sercu – to najlepsza kryjąca pomadka, jaką widziały moje usta. Zdecydowanie zamierzam wzbogacić się o inne kolory. A rysunek to wynik znużenia projektem w robocie 🙂
5. Coś ekstra…

 

…przynajmniej w założeniu. Udało mi się złowić zestaw miniaturek mocno ostatnio promowanych maseczek marki Peter Thomas Roth, w którym znajdziemy maskę dyniową, ogórkową i różaną. Na dzień dzisiejszy jestem po aplikacji dyni i szczerze mówiąc, czuję się lekko zawiedziona… Ale o tym wkrótce 😉
Kosmetycznie czuję się prawie spełniona – mam jeszcze tylko zaplanowane maleńkie zakupy pędzlowe… 😀
Wasza,
Mała Czarna