Moja miłość do cieni Tarte wzrasta z każdą wypróbowaną paletą… nie wiem więc dlaczego pomyślałam, że zakup jednego z najnowszych maluszków uchroni mnie przed zakupem dużej palety Pro… A może po prostu podświadomie chciałam mieć je obie 😉

 Paletka Pro to Go trzyma bowiem poziom, do którego przyzwyczaiły mnie palety Tarte in Bloom. Cienie mają dobrą pigmentację, ładnie się blendują i budują, w bonusie mają ładny, słodki zapach. U mnie, posiadaczki powiek o niespecjalnie szczególnych właściwościach, wymagają nałożenia bazy – na Color Tatoo wytrzymują bez zbierania się ok. 8 godzin, co nie odstaje w żadną stronę od jakichkolwiek innych cieni Tarte z mojego zbiorku. Uczciwie rzecz biorąc, tak samo jak pozostałe, te również pylą się nieco przy nabieraniu na pędzel. Nie zrozumcie mnie źle: chodzi o zupełnie inną cechę niż opadanie cienia z powieki – takiego zjawiska póki co nie zauważyłam. Nie chcąc natomiast otrzepywać się z unoszących się cieni podczas robienia makijażu radzę po prostu raczej delikatnie dotykać pędzlem powierzchni cienia niż “zmiatać” go z wierzchu. Kwestia przyzwyczajenia, ja już nauczyłam się prawidłowej obsługi.
Do zakupu zachęciła mnie również popularna od jakiegoś czasu ciepła kolorystyka cieni – swatche poniżej:
Górny rząd: jasny matowy nude Drive, matowe kakao Stylin i metaliczne stare złoto Boss
Dolny rząd: jasne złoto Hype, ciemny ciepły matowy nude Crisp i metaliczna przydymiona róża Dominate
Cieszę się, że paleta składa się w połowie z błyskotek i w połowie z matów; taki dobór wykończeń skutkuje zestawem, z którego da się wyczarować chyba każdy rodzaj makijażu oka. Jeśli dołożyć do tego jej kompaktowy rozmiar i lusterko, mamy idealny kosmetyk do zabrania w podróż czy do torebki, celem popołudniowego przeprawienia makijażu z dziennego na wieczorowy.
Jestem oczywiście świadoma ograniczonej dostępności Tarte w Polsce, ale jeśli jesteście zainteresowane zakupem Pro to Go, na moim Instagramie znajdziecie wskazówkę, gdzie można ją upolować 😊
Wasza,
Mała Czarna