Na tropie bubla: Helena Rubinstein Lash Queen Feline Blacks Mascara

O tej mascarze warto napisać choćby dlatego, że po pierwsze jest dość popularna, po drugie mocno uszczupla kieszeń. O ile dobrze pamiętam, na dzień dzisiejszy w Sephorze musimy za nią zapłacić ok. 180 zł…
 
Opakowanie – piękne.

Efekt – niezły, chociaż bez szału, którego spodziewałabym się za tę cenę. Zdjęć nie daję, bo to po prostu przyzwoicie wydłużający tusz jakich wiele.

Czego więc się czepiam?

1. Osiadania tuszu pod oczętami. Po kilku godzinach nie ma wyjścia, trzeba się zainstalować przed lustrem i usunąć efekt pandy, tudzież poprawić makijaż. Tak więc w kategorii “trwałość” szału nie ma. Ale nie to jest najgorsze…

2. Masakrycznego podrażnienia oczu. Od wielu wielu lat jestem namiętnym użytkownikiem szkieł kontaktowych, oczęta mam nieco bardziej wrażliwe niż przeciętny człowiek. Kiedy kilka razy zdarzyło mi się przysnąć po użyciu tej mascary

(przypis dolny – ja wiem, że się nie chodzi spać bez demakijażu, ale jako mama małego dziecka korzystam często z najdziwniejszych i nawet najkrótszych okazji, żeby się przespać. Nie zawsze jest czas, żeby przedtem się pozmywać :P)

budziłam się z czerwonymi oczami i napuchniętymi powiekami :0 Nie muszę tłumaczyć, że ani to ładne, ani komfortowe…

Jednak nawet zakładając, że z pomalowanymi oczami się nie śpi, i tak odradzam.
Ten sam efekt głodnego wampira pojawia się po kilku godzinach pobytu maskary na rzęsach nawet jeśli w między czasie nie przycinam komara.
To teraz jeszcze sobie zsumujcie efekt z punktów 1. i 2. 
Ostatnio jak wieczorem weszłam do łazienki, przestraszyłam się sama siebie w lustrze, słowo daję…
Podsumowując: moim zdaniem, należy tę maskarę omijać szerokim łukiem, spluwając na jej widok trzykrotnie przez lewe ramię, rzucając solą i pogryzając główkę czosnku celem uniknięcia powyższych przykrych konsekwencji.
Mam nadzieję, że nigdy nie doświadczyłyście (i nie doświadczycie!) podobnego efektu na własnych pięknych oczętach 🙂

M.

Read More

Dea znaczy bogini :)

Mój kolejny brąz. Na Sephorę tymczasem się obraziłam 😉

O ile Leather boots określiłabym jako ciemną, gorzką czekoladę, Dea to czekoladka mleczna, zupełnie pozbawiona drobinek, opalizowania i w ogóle jakichkolwiek efektów dodatkowych:

To mój pierwszy lakier od Zoyi (?). Z ulgą stwierdzam, że pędzelek nadaje się do użycia, chociaż trzeba się przyłożyć, żeby uniknąć zacieków. Lakier nie jest mistrzem świata jeśli chodzi o szybkość schnięcia, ale jeśli możecie poświęcić kilkanaście minut na nicnierobienie, będzie ok 🙂

Nie wiem jak z trwałością, bo następnego dnia musiałam zmienić kolor na bardziej plażowy 😀

Ogólnie daję Dei 4/5 🙂

 
Cena: ok. 30zł na Allegro. Ja kupiłam w podobnej cenie w sklepie internetowym, gdzie jest większy wybór kolorów. Nie widziałam Zoyi w żadnym sklepie stacjonarnym, ale dowiedziałam się już, że podobno jest dostępna w Douglasie.
Read More

Leather boots

Wbrew tytułowi, nie chodzi o buty a o…

… lakier Sephora. Do kupna zachęcił mnie kolor ciemnej czekolady (tak, tak, nadal zbieram jesienną artylerię brązowych lakierów) i cena – na wyprzedaży zapłaciłam za niego równo 6 zł, podczas gdy cena regularna to 19 zł (za 5 ml lakieru).

Jak widzicie, kolor jest piękny. Tylko co z tego, jeśli:
– laier jest bardzo gęsty. To co widzicie, to jedna (!) warstwa. Co za tym idzie, ciężko go nałożyć, to, że dałam radę zawdzięczam sporej praktyce. A jak wiadomo, ciemny lakier po prostu TRZEBA nałożyć równo i dokładnie. Otherwise, it SHOWS :/
 
– lakier ma strasznie gruby, toporny pędzelek, co nie ułatwia nam zadania. Nie jestem pewna, czy to dobrze widać na zdjęciu, ale zapewniam – nigdy nie widziałam takiego grubasa w żadnym lakierze:
 
Jakby tego było mało: po pomalowaniu paznokci wyszłam z domu na zakupy. Po powrocie do domu 1,5 godziny później zauważyłam, że LAKIER POODPRYSKIWAŁ Z KOŃCÓWEK PAZNOKCI!!! Nie chcę nawet myśleć co by było, gdybym np. pozmywała naczynia.

W dodatku pamiętajcie, że za tę małą buteleczkę bez wyprzedaży płacimy 19 zł! Osobiście uważam, że te 6 zł, które zapłaciłam ja lepiej zainwestować w lakiery Golden Rose. O których (chyba) w następnym wpisie 🙂

Wniosek?

Don’t buy this polish and have a nice day 🙂

Read More
1 80 81 82 83